Maria Berny „Deficyt demokracji”

dsc7179Dotychczasowy system układania list partyjnych nie sprzyja rozwojowi demokracji, powoduje wypaczenie jej zasad. Dyskusje na temat konieczności wymiany elit politycznych, przewietrzenia zatęchłej już antydemokratycznej atmosfery panującej w klubach parlamentarnych oraz zniesienia autorytarnych stosunków panujących w partiach politycznych – które mają być przecież ostoją demokracji – ciągną się już latami, a żadnych zmian nie widać.
Zmiany na stanowiskach partyjnych czy rządowych w rzeczywistości dotyczą tylko nazwisk, a nie stylu sprawowania władzy. Mandat zdobywany w wyborach przestał być zobowiązaniem, a stał się posadą zdobywaną w brutalnej i kosztownej kampanii wyborczej. Do zdobycia tej posady – parlamentarzysty czy radnego – nie są potrzebne kompetencje; wystarczą pieniądze i poparcie szefa partii, który ma głos decydujący przy układaniu list wyborczych. Wystarczy zapewnić sobie dobre miejsce na liście, zainwestować w efektowne plakaty i bilboardy, a zyskuje się gwarancję otrzymania politycznej posady. Potem wystarczy już tylko być posłusznym, a jeśli nie, to przenieść się do innej partii lub samemu stworzyć nową, żeby w następnych wyborach znów uplasować się w czołówce listy.
Ta smutna dla naszej polityki prawidłowość nie tylko jest nadal aktualna, ale wciąż się umacnia. Dlatego też powinniśmy szukać wyjścia z tej wyborczej kołomyi. Jest to z całą pewnością możliwe, musimy tylko pozbyć się przekonania, że to się nie uda. Oczywiście nie uda się, jeśli nie podejmiemy prób, jeśli nie wyjdziemy poza sferę krytyki choćby najostrzejszej i najsłuszniejszej; jeśli nie zaczniemy myśleć, rozmawiać i próbować tworzyć sfer nacisku zmierzających do zmiany.
Wprowadzenie nowego systemu układania list wyborczych przy zachowaniu systemu partyjnego to szansa na zmianę dotychczasowego stanu rzeczy. Mógłby to być system alfabetyczno-losowy. Partyjne listy wyborcze powinny być układane przez gremia partyjne i co najmniej pół roku przed wyborami podane do publicznej wiadomości w porządku alfabetycznym. Po ich zarejestrowaniu Państwowa Komisja Wyborcza drogą losowania ustaliłaby, która litera alfabetu będzie w tych konkretnych wyborach rozpoczynała listę.
Taki system wpłynąłby na odświeżenie elit. Pozwoliłby wprowadzić do parlamentu ludzi nowych, których elektorat mógłby poznać i ocenić w ciągu pół roku, chociaż lepiej byłoby, gdyby to był termin roczny. Akt wyborczy byłby dokonywany świadomie, głosowano by na nazwiska, a nie na numery.
System alfabetyczno-losowy wymusiłby na szefach partii zmianę stylu pracy. Kluby parlamentarne przestałyby być ich folwarkami. Zostaliby zmuszeni do pracy merytorycznej, programowej. Nie wystarczyłoby już tylko błysnąć przed elektoratem kilkoma hasłami, co prawda stylistycznie przemodelowanymi, ale zawierającymi wciąż te same, niezrealizowane treści.
Władza szefa partii byłaby ograniczona, co daje nadzieję, że na stanowiskach tych znalazłoby się więcej ludzi ideowych, a mniej pazernych karierowiczów. System ten pozwoliłby na programowe koalicje wyborcze, gdyż zniknęłyby walki o ilość pierwszych i drugich miejsc na listach, co często uniemożliwiało zawieranie porozumień, a w każdym razie eliminowało z rozmów tematy zasadnicze, związanie z uzgadnianiem wspólnych celów. Po ewentualnej wygranej zaś znów ograniczano się do sporów o rozdawnictwo intratnych stanowisk.
Nowy system pozwoliłby również na zakończenie walk organizacji kobiecych o kolejność miejsc na listach. Kobiety byłyby traktowane rzeczywiście na równi z mężczyznami, a nie jak mniej wartościowi obywatele, którym nie osobowość, wiedza czy rozumienie rzeczywistości zapewniają możliwość zdobycia mandatu, ale łaskawie przyznany numer na liście. Numer, który w zasadzie zawdzięczają płci, co jest w pewnym sensie upokarzające.
Parlament czy rada wybrane w tym systemie byłyby gremium bardziej samodzielnie myślącym i działającym. Wydostałyby się spod formalnego dyktatu partii, które mogłyby być wreszcie instrumentami merytorycznej kontroli pracy klubów, a same musiałyby się skupić na wewnątrzpartyjnej pracy programowej, prezentować wypracowaną przez siebie myśl polityczną i wokół niej, a nie wokół rozgrywek personalnych, skupiać obywateli i zapewniać sobie poparcie elektoratu.
System alfabetyczno-losowy uaktywniłby obywateli, którzy mogliby naprawdę wybierać, a nie, jak dotąd, iść tylko do urny, aby postawić krzyżyk. Chcemy przecież być społeczeństwem obywatelskim, świadomym.
Nie jest to z całą pewnością panaceum, a jedna z dróg, którą warto przemyśleć w trakcie poszukiwań rozwiązania tego nabrzmiewającego problemu wypaczeń naszej demokracji.

4 Odpowiedzi do “Maria Berny „Deficyt demokracji””

  1. Harry Angel

    nie będę wiele pisał bo to nie mój portal.

    nie jestem demokratą tylko Anarchistą.

    w tym nie popierającym idei demokracji bezpośredniej.

    zamiast tego popieram czystą Anarchię :).

    ale jeśli już o systemie liczenia głosów, głosowania, itd mowa, to jest jedno proste na was rozwiązanie :

    po prostu dopóki ma być władza przedstawicielska powinna być wybierana aby zniszczyć partie jako główne narzędzia demokracji najzwyczajniej w świecie, drogą

    wielomandatowych okręgów wyborczych

    w których każdy obywatel i każdy komitet zarejestrowany w danym okręgu mógłby wejść liczbą głosów do sejmu bądź senatu.

    ku temu najlepiej zorganizować jest jedynie kilkadziesiąt okręgów wyborczych – coś koło 20, tym samym wprowadzając wszelką reprezentację odzwierciedlającą bezpośrednio przekrój społeczeństwa.

    wtedy Pani zobaczy ile głosów ostatecznie padło na partie, które dziś tworzą ten zatęchły system partyjny w Polsce, i jaki to problem jest z ich układaniem list partyjnych :).

    nie będzie to żaden problem.

    problemem jest sposób wyłaniania władzy tworzący monopol na polskiej scenie politycznej, jeśli kogoś w ogóle demokracja interesuje.

    zarówno ordynacja do sejmu, a tym bardziej ordynacja do senatu w tej chwili, czyli jednomandatowe okręgi wyborcze pozwalają tylko na dalszą legitymizację tej samej władzy.

    wielomandatowe okręgi wyborcze, w których wybieramy między 3-5 senatorami, oraz średnio 15-30 posłami, głosując na nazwiska, pozwoliłaby rozbić spokojnie ten układ.

    tylko jakoś „przejęci” demokracją krytycy, nigdy nie wpadli do tej pory na ten pomysł. dlaczego?

    proste. żaden z tych „demokratów” nie wsparłby nigdy innej opcji, niż te które tworzą współczesny polski mainstream. chce tego samego, tylko z innymi ludźmi na listach i w nieco innej organizacji.

    nikt rewolucji tu nie chce.

    prawił Harry Angel

  2. Michał

    Co ma zrobić obywatel który nie ufa żadnemu kandydatowi ale nie chce pozostac bierny 9 września? Widzę tylko jedno rozwiązanie, oddać nieważny głos.

  3. Krzysztof

    Zachecam do przeczytania „Poradnika Wyborcy” na http://www.stachera.info

    Pozdrawiam

  4. Ryszard

    Szanowni Państwo!
    Mam przyjemność i zaszczyt przedstawić Państwu nowe zjawisko na polskiej scenie społeczno-politycznej i gospodarczej. Myśl niżej zamieszczoną kieruję do wszystkich ludzi dobrej woli mających inny lub nieco inny pogląd na zarządzanie Państwem niż liderzy partii ubiegających się o zasiadanie w parlamencie. Kieruje ją zwłaszcza do tych, którzy mają świadomość faktu, iż partie polityczne budujące swoje struktury, systemy zarządzania, w tym sposoby kontaktu z elektoratem, na doświadczeniach organizacji działających na przełomie 19 i 20 wieku, będą stopniowo przechodziły do historii. Będą tracić na znaczeniu, bo skrzętnie ukrywany centralizm demokratyczny w dobie postępującej informatyzacji i gwałtownego rozwoju wiedzy, przekształca je w partie wodzowskie. Utrzymanie kultu jednostki wymaga pochlebców w randze regionalnych baronów i środowiskowych kacyków wspomaganych białym i czarnym pijarem, co wpływa na coraz mniejsze rozumienie potrzeb i oczekiwań przeciętnego mieszkańca.
    Jestem przekonany, że miesiące (może lata) tego oszukańczego systemu są policzone. Świadomość faktu, iż obecny sposób kierowania Państwem nie wytrzyma próby czasu, dodaje mi odwagi w rekomendacji innego (przyszłościowego) sposobu zarządzania Polską, w tym nowego trybu wyłaniania kandydatów do Parlamentu, który wykorzystuje najnowsze techniki informatyczne.
    Droga Mario!
    Alfabetyczne układanie list wyborczych przez gremia partyjne przy współpracy PKW, która miałaby określić pierwszą literę nazwiska rozpoczynającego listę kandydatów, niczego w sposób zasadniczy nie zmieni. Nie widzę wielkiej różnicy pomiędzy śwagrem, któremu bonza załatwił pierwsze miejsce na liście, a kandydatem z łapanki, którego totolotek PKW ustawi z przodu listy.
    Współczesna informatyka pozwala na takie konstruowanie list wyborczych, które będą uwzględniały wiedzę, umiejętności, doświadczenie, kwalifikacje, kompetencje i predyspozycje kandydatów i ustawiały je w odpowiedniej kolejności.
    Oczekując na doskonalszy sposób doboru kandydatów tym razem nie pójdę głosować. Uzasadniam to w polemice z polskimi Piratami. Zob.: https://www.plpi.pl/forum/view/id/693/title/Wkr%C3%B3tce+wybory...
    Zapraszam Państwa do przejrzenia serwisu rodzącej się organizacji, która już na tym etapie swojego rozwoju jest wyrazicielką potrzeb i oczekiwań setek Polaków. Jest organizacją dającą możliwość podzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem przez wszystkich, którzy są przekonani, że w wybranej przez nich dyscyplinie nauki, wiedzy lub praktyki mają coś do powiedzenia. Zapraszam do pogłębionej penetracji serwisu Polskiej Partii Internetowej – http://www.plpi.pl . Tworząca się organizacja, która przyjęła nazwę „… Partia ….”, jest dla mnie czymś więcej, jest filozofią życia uczciwego, godnego, bez fałszu, obłudy i oszukaństwa. Organizacja jeszcze raczkuje, ale zapraszam Państwa do współdziałania w innym, lepszym wymiarze aktywności. Z Wami będzie ciekawiej.
    Pozdrawiam sympatyków SWO

Komentarze



Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Archiwa